Pewnego razu przyśniło mi się, że spadałam z ogromnej przepaści, której nie było widać dna. Co gorsze trwało to już przez długi czas i miałam wątpliwości czy kiedykolwiek wyląduję. Mocno przerażona wykrzyknęłam, że przecież moje życie nie mogło być całkiem bez sensu. Wtedy ujrzałam dno wypełnione wodą. Wpadłam tam z ogromną siłą i z trudem wypłynęłam na wierzch. Z każdej strony otoczona byłam pionowymi ścianami przepaści. Wydawało się, że nie ma już dla mnie ratunku. Podobnie jak na początku nie było widać dna tak teraz nie było widać możliwości wydostania się stamtąd. Jak się jednak okazało za życia budowałam schody prowadzące do miejsca, w którym teraz utkwiłam. Zadbałam o każdy szczegół, dlatego były naprawdę piękne. Niestety tak bardzo się starałam, że nie zdążyłam ich dokończyć. Ktoś inny zajął się kończeniem tego i po upływie bardzo długiego czasu wyciągnął mnie stamtąd. Przejście nie było już tak piękne, ale spełniło swoją rolę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz